Ciekawe pytanie: konieczność wiary… Nie chodzi mi w nim tylko o tą religijną konieczność, bo ona jest jakąś konsekwencją tej naturalnej czy jej braku. Dzisiaj wzywam jakby wiarę przed sąd! Trzeba nam się zapytać, czy wiara jest człowiekowi do czegoś potrzebna. A może to tylko kosztowny i niebezpieczny dodatek do życia, jakby narkotyk, który ogłupia człowieka, czyni go naiwnym, bo nie zadowala się on wiedzą, jaką mu daje wzrok, smak, węch, dotyk, słuch i rozum, a przyjmuje jakieś inne, nie takie oczywiste prawdy?
Czy myśleliście o wierze tak kiedyś? Ja jednak chciałbym spojrzeć na wiarę nieco inaczej. Prosty przykład: co rano przychodzi dzień. Pytanie: to, że jutro rano słońce znów uniesie się nad horyzont, to kwestia wiedzy czy wiary? Racjonaliści zaczną tłumaczyć wyniki badań astronomicznym, kwestie obrotów ziemi, geografii i fizyki. Zgoda, ale czy ktokolwiek z czytających te słowa kiedykolwiek widział na własne oczy, jakby „z góry”, ziemię obiegającą słońce, wirującą wokół własnej osi i doświadczył, że rzeczywiście raczej nie będzie inaczej, tylko jutro rano znów słońce wzejdzie na wschodzie. Powiem więcej – nawet ta wiedza jest niewystarczająca, gdyż skąd pewność, że dzisiejszej nocy jakaś kometa nie wbije się w naszą planetę, zupełnie zmieniając jej losy. Nie chcę tworzyć katastrofalnej wizji świata, ale chcę pokazać jak mało tak naprawdę WIEMY. Bo np. my tylko wierzymy, że jest na świecie kryzys gospodarczy, wierzymy mass-mediom, które nas do tego przekonują, interpretując w ten sposób zjawiska, które dzieją się wokół nas, a które my mniej lub bardziej dostrzegamy. I tutaj nie chcę demonizować mediów, ale pokazać, że my im wierzymy bądź nie, a nie dzięki nim coś wiemy.
Chcąc, nie chcąc, musimy przyznać, że cała nasze życie jest jakby poprzetykane wiarą jak złotą nicią. Wszystko, co wiemy tak naprawdę, pochodzi z naszych z zmysłów. A jest to niewiele. W większość rzeczy w zasadzie wierzymy polegając na kimś – wierzymy małżonkowi bądź przyjacielowi, że jest on w stanie nas nie zawieść, wierzymy osobom, którym oddajemy w ręce jakąś władze, wierzymy współpracownikom, że się wywiążą ze swoich zadań. Ciągle wierzymy, choć tak osobiście, subiektywnie może nas coś przekonywać, nawet coś pozornie bez znaczenia, chociażby czyjś szczery uśmiech. Obiektywnie nie ma wartości, dla mnie może mieć ogromne znaczenie.
I po co napisałem te dotychczasowe 2 000 znaków totalnie oczywistych spraw? Po to, żeby pokazać, że nie ma ludzi niewierzących, że tacy tak naprawdę nie istnieją. A skoro tacy nie istnieją, to wiara jest niezbędna do życia. Wyciągając kolejne wnioski, dochodzimy do stwierdzenia, że każdy z nas ma jakieś przekonania (w które wierzy) o sprawach przekraczających ten codzienny, otaczający nas zewsząd świat, a który możemy doświadczać słuchem, węchem, smakiem, wzrokiem i dotykiem. Każdy wierzy, tak przypuszczam, w głębszy sens naszej obecności w tej materialnej rzeczywistości, choćby i głosił coś przeciwnego – wtedy to głoszenie byłoby sensem życia.
Już niedługo święta Bożego Narodzenia, święta, w które potrzeba więcej wiary niż nam się wydaje. Bo wielką odwagą jest wierzyć w Miłość, wierzyć, że ta inna osoba tak naprawdę nas nie zawiedzie. A w te święta, to Bóg nam okazuje Miłość, więcej chce nas bardziej pokochać, bardziej zrozumieć. Chce być blisko naszych spraw, lęków, słabości, trudności. Bo Bóg staje się człowiekiem, chce też cierpieć, łaknąć, pragnąć, czuć chłód…
Wiesz o tym – na pewno nie, ale możesz uwierzyć…
Tarsicius



Zobacz nasze filmy




